Post miał trafić na podstronę poświęconą zdrowej głowie. Miał opowiadać o tym, jak wielką wagę ma obecna chwila oraz co zrobić, aby stać się bardziej uważną osobą. Niestety kilka ostatnich dni obfitowało w smutne informacje przeplecione niepewnością. Wszystko sprowadza się do jednej z najważniejszych osób w moim życiu. Stanęła na kolejnym zakręcie życiowym więc jedyne o czym marzę to móc zdjąć z niej ten cały bagaż i z pełną odpowiedzialnością wziąć go na siebie. Żeby ulżyć.. tak bardzo ulżyć. Mnie i tej osobie.
Dużo lepiej znoszę własne „dramaty życiowe”. Może ze względu na sposób wychowania – nie sprawiać kłopotu, być samodzielną, ze wszystkim sobie radzić. Nie lubię opowiadać o swoich problemach, zawsze uważałam, że nie są na tyle istotne, aby mogły kogokolwiek zainteresować. Jestem typem ratowniczki –chętna do pomocy, uśmiechnięta, gotowa do działania. Do niedawna uwielbiałam gasić pożary. Udzielałam złotych rad (często nieproszona), zakasałam rękawy i działałam (nawet, gdy w środku czułam się kompletnie wyczerpana). Ale dziś… dziś jest inaczej.
Po raz pierwszy zderzyłam się z „hipotetyczną sytuacją”, którą kilka razy wyobrażałam sobie w głowie. Ciało szybko zaalarmowało. Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Podświadomie czułam, że informacja, którą wczoraj usłyszałam na dobre wtargnęła do mojego wnętrza siejąc spustoszenie. Z każdą godziną czułam się coraz gorzej, a w głowie jak mantrę powtarzałam „Skoro mnie poskładało, to nawet nie chcę myśleć jak czuje się osoba, której to wszystko dotyczy”.
Obecnie jesteśmy w trakcie oczekiwania na jakiekolwiek wiadomości. Bezsilność jest okropna. Splątuje ciało, które tak bardzo wyrywa się w celu uporządkowania niejasności. Wiąże na dobre. Czujesz, że pomimo szczerych chęci, nie możesz zaoferować nic oprócz obecności.. Nic…
Czasami maleńkie nic dla kogoś w potrzebie może oznaczać „wielkie coś”. Coś, co w najtrudniejszych chwilach trzyma przy zdrowych zmysłach, ratuje przed skokiem w otchłań rozpaczy. Jaki to ma związek z tytułem dzisiejszego rozważania? Sama nie wiem. Od momentu otrzymania wiadomości zaczęłam się sobie przyglądać. Dokładnie obserwuje moje myśli, które niepostrzeżenie tworzą przeróżne scenariusze w głowie. Wracam do przeszłości z ogromnym żalem i pretensją: „Dlaczego to wszystko, co jeszcze wczoraj było naprawdę dobre, musiało runąć? Dlaczego nie mogło trwać?” „Czemu życie znów powiedziało „sprawdzam”?”
Pisanie pomaga w uporządkowaniu wewnętrznego chaosu. Stukanie w klawiaturę sprawia, że znów zaczynam czuć się potrzebna. Biorę każdą myśl i zaczynam oglądać. Wiesz co właśnie przyszło mi do głowy?
Magia zasranego życia polega na tym, o czym niegdyś pisała Szymborska w jednym z wierszy:
„Czemu Ty się zła godzino z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś, a więc musisz minąć. Miniesz, a więc to jest piękne"
Myśl o przemijalności, zwłaszcza, gdy aktualnie jesteś w czarnej dupie, pomaga.
Wracam wspomnieniami do wszystkich trudnych chwil. Zaczynam analizować, wyciągać wnioski. Okazuje się, że każda – absolutnie każda- trudna sytuacja, w której niegdyś miałam przyjemność uczestniczyć - przeminęła. Zostawiła po sobie mnóstwo lekcji dzięki którym dziś stałam się tym kim jestem. Wszystkie bolesne momenty na początku poniewierały, nie dając najmniejszych szans na przetrwanie. Następnie wszystko jakoś się układało. Raz lepiej lub gorzej. Blizny pozostawały, jednak nie były już otwartą raną, która przy każdym dotknięciu paliła całe ciało.
Być może dzisiejsza bezsilność służy temu, aby zatrzymać się i z większą uwagą skupić na chwili obecnej? No bo czymże jest to magiczne teraz? Życiem. Przeszłość już dawno minęła i bez względu na to, jakimi barwami malowała nasze życie – dziś przypomina stary, zakurzony karton z rupieciami, leżący gdzieś na strychu. Możesz ciągle otwierać ten sam karton z nadzieją, że odnajdziesz w nim coś nowego, jednak tracąc czas na przyglądnie się starym przedmiotom, równocześnie pozbawiasz się możliwości wyjścia do świata i odnalezienia nowych, piękniejszych okazów.
A co z przyszłością? Przyszłość jest niepewna. Daliśmy sobie niesamowity przywilej bycia obywatelami całego świata. Bezrefleksyjnie kończymy każdy dzień z całkowitą pewnością, że przed nami kolejne stosy kartek do zapisania. I nawet jeżeli dzisiejsza karta jest pusta, lub zapisana niechlujnie, to przecież mamy jeszcze cały notes. Ale czy na pewno? Tego nie wiesz. Nie wiesz również co przyniesie kolejny dzień, dlatego bez względu na to, jak dokładnie wszystko zaplanowałaś, gra zwana życiem, czasami bez pytania ofiaruje nam swój własny scenariusz.
Co więc zrobić ? Żyć. Teraz. Patrzeć w niebo, obserwować siebie oraz to, co nas otacza. Starać się być odrobinę lepszym człowiekiem. Nie szukać dziury w całym. Uszanować decyzje innych osób. Poczuć smak porannej kawy, przeczytać książkę, o której już dawno myślałaś. Przestać myśleć, czy to aby na pewno jest dobry moment. Jest. Ten moment jest najlepszym z możliwych, ponieważ tylko on jest prawdziwy. A jutro? Jutro jest zagadką, więc nie trać czasu na rozwiązywanie czegoś, o czym nie masz pojęcia. Postanów, że go znajdziesz dopiero wtedy, gdy ten scenariusz faktycznie się ziści.
Doceniaj wszystko wokół siebie. Nawet nie wiesz ile rzeczy każdego dnia może Cię ucieszyć, jeżeli zaczniesz się na nie otwierać. Nie mówię o tych wielkich, które przyprawiają o zawrót głowy. Proste, małe gesty, które wprowadzają do życia odrobinę magii. Pies, który znów nie słucha i włazi na kanapę. Nawet nie wiesz jak bardzo cieszy mnie fakt, że On tam włazi. To oznacza, że wciąż mogę cieszyć się jego obecnością w moim życiu. Babcia, która po raz kolejny w trakcie mojej pracy dzwoni pytając „O której będziesz”?. Tak! Jestem szczęściarą, która wciąż ma dwie babcie i dziadka.
Dom, do którego wracam, miejsce, w którym mieszkam, osoby, którymi się otaczam. Uwierz proszę, każdego dnia jestem za to wszystko niesamowicie wdzięczna.
W obliczu trudnych chwil, jakie w ostatnim czasie mają miejsce, staram się skupiać na tym, na co realnie mam wpływ. Czasami jest to zwykła obecność, przytulenie, wysłanie wiadomości z dopiskiem „Kocham Cię”. Innym razem jest to ciche wyrażenie wdzięczności za to, że pomimo ciężkich chwil, mamy siebie. Maleńkie przekonanie, że będąc razem poradzimy sobie ze wszystkim.
Teraz przepełnia mnie nadzieja. Moja wewnętrzna, często niepoprawna optymistka wyszła mi na przeciw. Wierzę, że to, co nam się przytrafia dzieje się z jakiegoś większego powodu. Jakiego? Tego nie wiem, jednak podświadomie czuję, że wszystkiego się dowiem w najlepszym dla mnie momencie.
Dlatego jeżeli aktualnie jest źle to weź głęboki wdech, uspokój własne myśli i pamiętaj: to wkrótce przeminie.
Natomiast jeśli czujesz się tak, jakbyś mogła przenosić góry to doceniaj i ciesz się tym całą sobą, ponieważ… to także przeminie.
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.